Bug In - część II
Przez 15 lat historii zlotów BUG-IN uzbierało się trochę historii z nimi związanych.
Rich Kimball, główny organizator ma mnóstwo dobrych wspomnień, ale doskonale pamięta również problemy z jakimi musieli borykać się organizatorzy.
Paradoksalnie jednym z głównych źródeł problemów była generalnie ‘imprezowa atmosfera’ zlotów. Za czasów, kiedy jeszcze na terenie zlotu dozwolony był nocleg i obozowanie, w miarę rosnącej skali imprezy z roku na rok, owa atmosfera tak dała się we znaki organizatorom, że w pewnym momencie zdecydowali się na zlikwidowanie możliwości noclegowych na terenie zlotu.
Połączenie alkoholu i kilku tysięcy fanatyków Volkswagena tworzyło dość wybuchową mieszankę – niejednokrotnie spokojna impreza przy ognisku stawała się potencjalnie zagrażającym życiu wydarzeniem, gdy ktoś wrzucał do ogniska zużyty blok silnika VW. Duża zawartość magnezu w stopie, z którego był wykonany powodowała widowiskowe efekty świetlne, ale bąbelki powietrza wewnątrz odlewu potrafiły spowodować eksplozję zagrażającą życiu imprezowiczów.
Czasem pierwsze promienie słońca o poranku odsłaniały tragiczny obraz nadpalonego garbusa jakiegoś imprezowicza, który nierozsądnie ustawił go zbyt blisko ogniska.
Jedną z zabawnych, lecz potencjalnie niebezpiecznych było zajście, które gdyby nie zimna krew organizatorów i spora dawka szczęścia, mogło skutkować czymś w rodzaju linczu. Otóż dwóch białych południowców wypchnęło z kolejki do toalet jedynego stojącego tam Murzyna z synem. Około 50ciu zlotowiczów ruszyło mu na pomoc i Kimball został wezwany do zaistniałego zamieszania w okolicy męskich toalet. Gdy dotarł na miejsce jego oczom ukazał się widok dużej Murzynki okładającej torebką dwóch sprawców zajścia. Na szczęście znalazło się czterech pomocnych, którzy wynieśli rozdrażnioną kobietę z toalety.
Kimball wyjaśnił owym rozrabiakom, że najlepszym dla nich wyjściem było opuszczenie terenu zlotu. W czasie gdy odprowadzał ich do bramy zebrana w tym czasie dość spora grupa ‘mścicieli’ goniła już za nimi. Na szczęście widok przygotowujących się do startu wyścigowych garbów zdołał szybko rozładować groźną atmosferę, zanim wypadki mogły potoczyć się w sposób trudny do opanowania.
Przez półtorej dekady odbyło się 31 imprez, podczas których prowadzono konkurencje sportowe opierające się na wysokich prędkościach, hektolitrach wyścigowego paliwa w otoczeniu tłumu gapiów – czyli od sytuacji niebezpiecznych i wypadków musiało się aż roić. Ciekawostką jest fakt, że miały miejsce tylko trzy poważne wypadki samochodowe, z czego tylko dwa zdarzyły się podczas wyścigów, a ten trzeci, w którym ucierpiał człowiek, zdarzył się już poza terenem zlotu.
Wypadki w trakcie wyścigów odbyły się podczas BUG-IN 3 i BUG-IN 6. Ten pierwszy zdarzył się, kiedy bracia Schley chcieli sprawdzić swoją słynną wyścigówkę ‘Lightning Bug’ startującą regularnie w zawodach National Hot Rod Association z czasami w obrębie niskich 11tek. Bracia postawili na szali bezpieczeństwo kierowcy w zamian za kilka kilogramów mniej i wymontowali klatkę bezpieczeństwa. Mark Schley wystartował za kierownicą. Wszystko szło dobrze aż do linii mety, tam samochód lekko zniosło z prostoliniowego toru. Mark próbował delikatnie skontrować, ale garb obrócił się ślizgając się na wszystkich czterech kołach, nie dając kierowcy cienia szansy na wyprowadzenie z poślizgu.
Nagle oderwał się na kilkanaście merów od ziemi, przeleciał kawałek i wylądował do góry nogami uderzając rynienką w asfalt. Wginający się dach uderzył Marka w głowę tak mocno pchając go do tyłu, ze złamało się mocowanie fotela i Mark wylądował wgłębi kabiny. Do tej pory twierdzi, że to właśnie brak klatki bezpieczeństwa uratował mu życie.

Gdy organizatorzy doszli do wniosku, że kamping na terenie zlotu nie był dobrym pomysłem, teren zlotu pozostawał zamknięty do 8.00 rano. W rezultacie tworzył się kilkukilometrowy korek na autostradzie nr 5, z której zjazd prowadził bezpośrednio na teren toru wyścigowego Orange County International Raceway, na którym to odbywał się zlot. Szybko okazało się, że lokalne kluby traktowały jako poważne wyzwanie fakt, który z nich dostanie się jako pierwszy na teren zlotu i zajmie najlepsze miejsce do ustawienia obozowiska klubu. Roger Grago z Der Kleiner Panzers Volskwagen Club pamięta doskonale, jak członkowie klubów przybywali coraz wcześniej przed bramę, często śpiąc w samochodach w oczekiwaniu na otwarcie.

Owe klubowe obozy były swego rodzaju wystawą barw klubowych, jego samochodów, osiągnięć i trofeów sportowych oraz nagród w konkursach na najpiękniejsze auto zlotu. To była dla kwestia honoru.
Zacięta rywalizacja klubów była powodem jednego z najstraszniejszych wypadków mających miejsce na Bug-In.
Jeśli zdobycie najlepszego miejsca dla klubu było kwestią honoru, to tytuł Najszerzej Reprezentowanego Klubu był sprawą wagi najwyższej, mającej dowieść że klub jest silniejszy niż każdy inny.
By zakwalifikowac się do konkursu, każdy obecny członek klubu miał obowiązek się zarejestrować i najwyższa liczba zarejestrowanych klubowiczów dawała zwycięstwo.
Na Bug-In 18 roger Grago, prezes DKP, był dumny, że członków DKP było najwięcej w porównaniu do innych klubów i czekał na odebranie prestiżowej nagrody na rzecz klubu.
Był wielce zszokowany, gdy nagroda przypadła innemu klubowi.
Grago wraz z innymi członkami klubu był wściekły. Długo wykłócał się z organizatorami , zanim rzucił się do swojego wielokrotnie utytułowanego Karmanna by opuścić teren zlotu. Wszyscy członkowie klubu ruszyli za nim zostawiając długie czarne krechy na asfalcie w demonstracji mocy. Grago na czele ruszającego w kłębach dymu klubu wypadł z ostrego zakrętu na końcu drogi dojazdowej do toru i mocno wbił gaz do dechy, a przy zmianie biegu na trzeci, pedał gazu zablokował się z pozycji pełnego otwarcia. Przed nim pojawił się garbus i ogórek i kilku przechodniów, których oczywiście starał się ominąć. W efekcie zahaczył o tył ogórka i wpadł w poślizg. Obracając się trafił w jedyny w obrębie 200 metrów słup oświetleniowy. Samochód został całkiem zniszczony. Gene Berg, słynny mistrz rasowania VW i kierowca wyścigowy John Preston byli pierwsi na miejscu wypadku i razem zdołali wyciągnąć kierowcę z pogiętego wraku.


Ciąg dalszy nastapi...

 
autor Rebel